wtorek, 14 stycznia 2014

podjęłam terapię...

wiem, że nie pisałam. ale po co miałam pisać? jadłam, jadłam i jadłam i rzygałam i rzygałam i rzygałam. 7.01 poszłam na terapię. jest tragicznie. tzn ciężko. naprawdę ciężko. po tygodniu wszystkie objawy się nasiliły a mnie zdominowało negatywne myślenie. dzisiaj rozmawiałam z moim psychologiem (nie tym, do którego chodziłam, tylko z tym ze szpitala). powiedziała, że będę miała konsultacje 3 razy w tygodniu (podczas gdy reszta ma średnio raz na tydzień). moja bulimia mnie przerasta. ale to nie tylko bulimia. to tylko objaw. ja mam w głowie źle. nienawidzę siebie i chcę się zniszczyć. mówię tak w skrócie, bo po co mam się rozpisywać... powiedziała, ze lata terapii przede mną. i poleciła całodobowy ośrodek w Krakowie. jeju... nie dociera do mnie, że może być tak źle. tzn. ja wiem, że jest źle. w środku jest tragedia. ale na zewnątrz tak tego nie pokazuje... i dlatego dziwię się, bo psychologowi mówię wszystko co mam w głowie, a to znaczy, że to co mówię jest tragedią. że mam ten problem. do tego doszło samookaleczanie się. kiedy do mnie dotrze, że czas wziąć życie w swoje ręce?

czytam Wasze blogi, jestem na bieżąco. życzę Wam powodzenia, z całego serca!

sobota, 4 stycznia 2014

muszę pisać bo zwiariuję!

mam taki burdel w głowie. a więc tato zrobił obiad. i ja mu powiedziałam że nie będę tego jadła. ale spróbowałam sałatki (ze śmietaną) i już miałam wyrzuty sumienia. i stwierdziłam, że okey, zjem to z nim tak troszkę nie zrobię mu przykrości. ale zjadłam aż trzy pulpety (w tym jeden był zamoczony w sosie) tej sałatki i kasza gryczana 50 g. a te pulpety były usmażone. i tak strasznie się czuję. niby najedzona ale ciągle mam ochotę jeść i nie wiem dlaczego :( i chciałabym to zwrócić ale nie powinnam. ale ja nigdy nie schudnę jak będę jeść takie rzeczy. i nie wyobrażam sobie głodować do końca dnia, bo nie mogę tak robić. jejjjjuuu. dlaczego ja chcę się odchudzać :( gdybym chciała tylko nie wymiotować mogłabym jeść co chcę o stałych porach a tak to muszę uważać na każdy produkt i każdy zakazany wywołuje wojnę w mojej głowie. tak ciężko mi się skupić. :(

piątek, 3 stycznia 2014

nie wierzę.

mija 4 dzień niewymiotowania i już mnie nosi. jejuuuuu to jest okropne. ciśnienie normalnie mi skacze. mam ochotę rzucić się na jedzenie a nawet nie jestem za bardzo głodna. bez sensu totalnie. mam na koncie 1300 kcal dzisiaj i 40 min ćwiczeń. i chcę wymiotować. ale nie mogę. nie chcę. nie powinnam. to bez sensu. myślę sobie, że może wypiję kakao (150 kcal) i zaspokoję taką potrzebę na słodkie. a później myślę sobie że jakbym je wypiła to będę żałować, czuć się winna i będę chciała jeśći wymiotować. błędne koło bulimii jest totalnie bez sensu.

co mnie tak męczy?
1. fakt, że od razu tyję jak jem "zakazane" produkty.
2. fakt, ze nie chce mi się uczyć.
3. fakt, że boję się, że nie zdam tak bardzo, że od razu się zniechęcam.
4. fakt, że odsuwam myśli o jakichkolwiek bliższych związkach z innymi ludźmi.
5. fakt, że uświadomiłam sobie, że przynajmniej raz dziennie wspominam byłego chłopaka (rozstanie - czerwiec 2013).
6. fakt, że tęsknię za mamą.
7. fakt, że widzę smutek ojca jak wie, że za dwa dni jadę do Wrocławia.
8. fakt, że muszę tam jechać, chociaż wolałabym schować się tu i nigdzie nie jechać.

teraz. jak sobie z tym poradzić?

1. silna wola. nie zjem słodkiego do końca stycznia i na pewno zejdę trochę z wagi.
2. motywacja. zaraz sesja, presja czasu mnie przytłacza. po prostu jutro siadam od rana i siedzę w notatkach. muszę wrócić na właściwy tor. muszę wpaść w wir nauki jak zawsze. po prostu muszę się przełamać.
3. nawet jeśli nie zdam będę miała poczucie, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy i nie będę się karać ani obwiniać za to, że nic nie robiłam.
4.-8. z dalszą częścią nie wiem jak sobie poradzić. mam nadzieję, że czas wyleczy moje rany w sercu. i smutek. i to wszystko co mnie otacza i przygnębia. mamie nic nie zwróci życia. tato nie będzie szczęśliwy jeśli sam nie zechce. nie można całe życie uciekać.

proszę, proszę, proszę Boże daj mi więcej silnej woli!!!


[edit]

przeczytałam Wasze komentarze i bardzo Wam dziękuję!! po prostu uśmiechnęłam się. jest tu ktoś, kto mnie ROZUMIE. uwielbiam Was.

czwartek, 2 stycznia 2014

2014, please be good to me :)

ostatni raz wymiotowałam w poniedziałek. pięć razy. właściwie to cały dzień mi zajęło, jedyne czego nie zwróciłam to było jabłko. na razie jest okey. od północy w Sylwestra nie dotykam słodkiego. żadnych słodyczy nie chcę też wymiotować. przede wszystkim nie chcę. ehh ile razy ja to już powtarzałam... ale trzymam się jakoś. nie staję na wagę bo się zwyczajnie boję. zważę się za tydzień w środę u dietetyka. wtedy ustalę ile chcę schudnąć. postnowienia na styczeń są. później może dodam.

zmienię swoje życie na lepsze. moje życie będzie lepsze.

czytam Wasze blogi i widzę że raczej okey, wszystkie pozytywnie nastawione na nowy rok. życzę Wam powodzenia :*