mija 4 dzień niewymiotowania i już mnie nosi. jejuuuuu to jest okropne. ciśnienie normalnie mi skacze. mam ochotę rzucić się na jedzenie a nawet nie jestem za bardzo głodna. bez sensu totalnie. mam na koncie 1300 kcal dzisiaj i 40 min ćwiczeń. i chcę wymiotować. ale nie mogę. nie chcę. nie powinnam. to bez sensu. myślę sobie, że może wypiję kakao (150 kcal) i zaspokoję taką potrzebę na słodkie. a później myślę sobie że jakbym je wypiła to będę żałować, czuć się winna i będę chciała jeśći wymiotować. błędne koło bulimii jest totalnie bez sensu.
co mnie tak męczy?
1. fakt, że od razu tyję jak jem "zakazane" produkty.
2. fakt, ze nie chce mi się uczyć.
3. fakt, że boję się, że nie zdam tak bardzo, że od razu się zniechęcam.
4. fakt, że odsuwam myśli o jakichkolwiek bliższych związkach z innymi ludźmi.
5. fakt, że uświadomiłam sobie, że przynajmniej raz dziennie wspominam byłego chłopaka (rozstanie - czerwiec 2013).
6. fakt, że tęsknię za mamą.
7. fakt, że widzę smutek ojca jak wie, że za dwa dni jadę do Wrocławia.
8. fakt, że muszę tam jechać, chociaż wolałabym schować się tu i nigdzie nie jechać.
teraz. jak sobie z tym poradzić?
1. silna wola. nie zjem słodkiego do końca stycznia i na pewno zejdę trochę z wagi.
2. motywacja. zaraz sesja, presja czasu mnie przytłacza. po prostu jutro siadam od rana i siedzę w notatkach. muszę wrócić na właściwy tor. muszę wpaść w wir nauki jak zawsze. po prostu muszę się przełamać.
3. nawet jeśli nie zdam będę miała poczucie, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy i nie będę się karać ani obwiniać za to, że nic nie robiłam.
4.-8. z dalszą częścią nie wiem jak sobie poradzić. mam nadzieję, że czas wyleczy moje rany w sercu. i smutek. i to wszystko co mnie otacza i przygnębia. mamie nic nie zwróci życia. tato nie będzie szczęśliwy jeśli sam nie zechce. nie można całe życie uciekać.
proszę, proszę, proszę Boże daj mi więcej silnej woli!!!
[edit]
przeczytałam Wasze komentarze i bardzo Wam dziękuję!! po prostu uśmiechnęłam się. jest tu ktoś, kto mnie ROZUMIE. uwielbiam Was.

Brawo, super Ci idzie! Wierzę, że dasz radę bez napadów i wymiotowania ;) Fajnie, że wiesz, jak poradzić sobie z niektórymi problemami, rozwiązanie reszty przyjdzie z czasem, trzymaj się ;*
OdpowiedzUsuńTak dobrze Ci idzie, nie poddawaj się ! Moment, w którym chcesz się poddać jest momentem, w którym NIE MOŻESZ TEGO ZROBIĆ! Pomyśl o satysfakcji, jaką będziesz miała, kiedy będziesz mogła powiedzieć: "Nie wymiotowałam od 10 dni, od dwóch tygodni, od miesiąca, od pół roku". Ale aby to się stało, nie możesz się teraz poddać! będzie łatwiej, będzie. Ale najpierw musi być trudno. To próba twojego charakteru. Wierzę, że dasz radę!
OdpowiedzUsuńDobrze Ci idzie. Musisz być silna.
OdpowiedzUsuńDasz sobie radę, wierzę w Ciebie.
Trzymaj się~
Musisz być silna! I widzę, że znalazłaś wyjście dla każdej sprawy, która sprawia, że czujesz się źle. Uda Ci się wszystko spełnić, tylko się nie poddawaj, z czasem będzie lepiej.:)
OdpowiedzUsuńJesteś naprawdę bardzo silna....... Na pewno uda Ci się dojść do celu i wszystko się ułoży :) Trzymaj się kochana :***
OdpowiedzUsuńhttp://jestembeznadziejna.blogspot.com/