sobota, 30 listopada 2013

powiedzmy, że jest okey.

więc tak. nie zjadłam ani jednego grama słodyczy!!! ani hot doga na stacji, ani prazynek, ani oreo, ani czekoladowych cukierkow, ani nalesnika, ani soku nie pilam. chociaż wszyscy to jedli i pili. ja zjadłam od 20-4.30 3 jabłka i 6-7 wafli ryżowych. piłam wódkę z colą zero. wiem, że to i tak dużo. ale jestem z siebie zadowolona. czytam Wasze blogi i tak strasznie zazdroszczę głodzenia się... ale ja nie mogę. ja muszę wyjść z bulimii. u mnie głodzenie się jest dobre tylko na chwilę. ja już nie chcę wymiotować!!! dlatego na razie powtarzam sobie, że nie MUSZĘ CHUDNĄĆ tylko że NIE MOGĘ PRZYTYĆ. i wiem, że jak będę ćwiczyć i trzymać dietę, tzn jeść zdrowo do 1400 kcal, bez słodyczy, i wychodzić do znajomych żeby się napić, a nie wpieprzać śmieci razem z nimi, to nie ma opcji żebym przytyła. jak już się przyzwyczaję to może zacznę robić coś żeby naprawdę schudnąć. ale na razie po prostu nie mogę... musze ogarnąć bałagan w mojej głowie. chcę być zdrowa, szczęśliwa i normalna. mam nadzieję, że mi się to uda.

dzisiaj też wychodzę do miasta bo idziemy gdzieś na Andrzejki. wczoraj w klubie w ogóle była wróżka, ja dla śmiecha idę, ona mnie łapie za rękę i z tekstem "dlaczego Ty masz kompleksy?" hehe :D bez komentarza.

będę pić znowu wódkę, czystą bo najmniej kalorii, z colą zero, i nie będę jeść ani słodyczy ani śmieci ze znajomymi, a wiem, że oni na pewno będą. ja nie. chociaż tyle mogę zrobić. lepiej iść i się bawić bez wyrzutów sumienia niż później pokutować za to że się nawpieprzałam i zawaliłam.

na razie na koncie mam owsiankę, ale mam zamiar zjesć:
10.30
owsianka z migdałami 390
14.00
indyk ze szpinakiem i makaronem  400
17.00
mandarynka 30
20.00
chleb z szynką i serkiem wiejskim, pomidor 240

razem: 1060 kcal

piątek, 29 listopada 2013

trzymam się.



Piątek
8.30 390
Mleko 125
płatki owsiane 180
migdały 85
12.00
jogurt 100
15.30 455
ananas 110
ryż 180
indyk 150
pomidor 15
18.30 240
serek wiejski 120
kromka chleba 85
szynka 25
papryka 10
Razem: 1185 kcal


 na razie jest ok, ale idę dzisiaj do znajomych i się boję że zawalę. jeżeli będę miała coś jeść to tylko jabłka i wafle ryżowe, żadnych słodyczy, chociaż tyle mogę obiecać. dam radę jakoś. 

czwartek, 28 listopada 2013

kolejny UDANY dzień!!

jestem taka szczęśliwa. :) ale najpierw muszę ponarzekać. wczoraj byłam taka zmęczona po siłowni że jak wróciłam do domu to próbowałam się przespać ale tak mnie męczyło sumienie że muszę jeszcze poczytać na seminarium, że w końcu wstałam, przeczytałam i dopiero spokojnie zasnęłam. wstałam na 8 do szkoły. później o 11.15 skończyłam lekcje i taka zmęczona, w głowie marudząca szłam do domu. i wiecie co? zawsze sobie myślałam same negatywne rzeczy a myśli kończyły zdania: "ale jestem głodna, jaki lipny dzień, nic mi się nie chce, muszę zrobić masę rzeczy, ale jestem głodna... ej! będę sama w domu. pójdę do sklepu i zjem wszystko i wyrzygam" zawsze tak było. a dzisiaj? "w sumie już głodna jestem. jak wrócę to sobie zjem... truskawki M N I A M <3 :)" i wróciłam do domu, zjadłam, pouczyłam się na test z niemieckiego (dostałam 4, bo w sumie nie wiedziałam z czego będzie ale to dłuższa historia, i tak jestem zadowolona ;)). po niemieckim poszłam na siłownię. i troszkę przesadziłam. bo myślałam, że wrócę dzisiaj do domu do swojego miasta, i jutro już nie pójdę i chciałam ćwiczyć "na zapas". i tak spędziłam 1,5 h na siłowni, wszystkie partie ciała ćwiczyłam plus bieganie i rozciąganie. plus 2x15 min sauna. i jestem wykończona. do domu pojadę jutro. dzisiaj też jest domówka ale nie mam ochoty na nią iść. w ogóle w weekend miałam jechać na wycieczkę ze szkołą, ale tak się jakoś źle czuję... psychicznie. jakby trzymam się, bo przestrzegam diety, ćwiczę i się uczę. godzę ze sobą wszystko to w czym rzekomo przeszkadzała mi bulimia. a jednak CZEGOŚ mi brakuje. i mam nadzieję trzymać się jak najdłużej byleby dojść w końcu CO TO TAKIEGO jest. chcę być szczęśliwa. i tak słowa "muszę" zamieniam na "chcę", wyobrażam sobie koniec dnia i czy będę z siebie dumna czy zawiedziona. i od razu żyje mi się lepiej. długa droga przede mną, ale czuję że mogę dać radę. muszę tylko bardziej wierzyć. nie przejmować się za bardzo tymi błahostkami, bo za dużo się skupiam na rzeczach, które mi nie wychodzą, niż na tych które mi wychodzę. to muszę zmienić. poprawka - to chcę zmienić! :) poza tym o wiele ciężej jest pogodzić dietę, siłownię i szkołę żeby we wszystkim być dobrym. dlatego dziś znów jestem z siebie dumna, bo jadłam zdrowo, ćwiczyłam i w szkole wszystko okey. jestem zmęczona i mam wolny wieczór tylko dla siebie. jeśli zechcę mogę wyjść do znajomych, ale mogę też zostać w łóżku i bez wyrzutów, że jestem beznadziejna, bo rzygałam albo nie poćwiczyłam. przeżyłam ten dzień dokładnie tak jak chciałam go przeżyć. to był dobry dzień :)

Bilans:
7.00
owsianka + migdały 395

12.00
truskawki + makaron + jogurt 275

14.30
indyk + makaron + sos pomidorowy 400
19.00
banan + jogurt + kasza gryczana 325 (dużo, ale po takim wysiłku musiałam uzupełnić glikogen, czy co tam się zużywa ;P)
 

razem: 1395 kcal

w ogóle to przeżuwam wszystko 30-40 razy, tzn. jeden kęs tyle, więc jedzenie takiego posiłku zajmuje mi jakieś 20 minut! ale chcę żeby się wszystko dobrze wchłonęło, tym bardziej że to same zdrowe rzeczy i przy takiej ilości intensywnych ćwiczeń potrzebuję wszystkich składników. 

ponadto, dziękuję za Wasze wsparcie!!! to bardzo motywuje!! wiem, że wieczorem będę pisać na blogu i chcę się dzielić moją radością z Wami, i cieszę się jeśli ktoś oprócz mnie jest ze mnie dumny :) pozdrawiam Was cieplutko!!! :*

środa, 27 listopada 2013

jest lepiej!

kolejny piękny dzień bez wymiotowania, ze zdrową dietą i treningiem!
wszystko po mojej myśli, jestem z siebie DUMNA i chcę wytrzymać jak najdłużej.!!!
bilans:
7.00
owsianka + migdały = 340
11.30
banan+kasza jęczmienna+jogurt = 340
16.00
kurczak+kasza gryczana+pomidor+sałata= 350
19.00
mandarynka 30
20.00
ser biały+wassa+szczypiorek= 130
razem: 1190 :)

wtorek, 26 listopada 2013

jest dobrze.

jakby kogoś interesowały moje ostatnie dni to zapraszam: www.warinsidemyhead.blog.pl
w skrócie: wmawiam sobie, że nie chcę chudnąć a skupiam się TYLKO I WYŁĄCZNIE NA NIEWYMIOTOWANIU. prawda jest taka, że mam bardzo zaawansowaną bulimię i muszę nauczyć się jeść zdrowo a na odchudzanie przyjdzie czas kiedy indziej. poza tym ostatnio jak siedziałam ze znajomymi to stwierdzili że jeżeli schudnę to się SKRZYWDZĘ bo jestem szczupła i mam idealną figurę. dlatego na razie skupiam się na zdrowym odżywianiu i ćwiczeniach regularnych.

dzisiaj cały dzień tak jak wstępnie zaplanowałam tak go spędziłam, nawet trochę lepiej wyszło niż miało być ;D rano wstałam, poszłam do szkoły, strasznie spać mi się chciało do tego ten śnieg. niby super, biało, pięknie, ale Z I M N O!!! strasznie marznę, po domu chodzę w dresie i szlafroku ale dobra.. :) także po pierwszej lekcji poszłam po kawę na co Pani w bufecie 'nie będzie kawy jeszcze bo Pan ekspres naprawia" a ja taką minę zrobiłam wystraszono-zmartwiono-smutną że mi załatwiła tę kawę :D i robiliśmy jakieś tłumaczenie w grupie więc się rozbudziłam. poszłam na fitness TBC+ABS, i mega szczęśliwa bo dziewczyna która to prowadzi zawsze daje WYCISK i dużo pozytywnej energii :) poszłam załatwić praktyki, do domu, posprzątałam. i tak jak wczoraj przez 2 godziny zabierałam się do zrobienia zadania z pisania tak dzisiaj jak powiedziałam sobie, że może je zrobię teraz może wieczorem to zajęło mi to pół godziny. przeczytałam jeszcze na seminarium parę rzeczy i zasnęłam. przyjechała Doris i mnie obudziła i teraz siedzimy razem. wrócił jej apetyt i już mi pół lodówki zeżarła <3 ale to dobrze :) apropo, dzisiejszy bilans:
7.30
owsianka + migdały 385
9.30
mandarynka 30
11.30
jabłko 100
13.30
owsianka z jogurtem 220
17.00
tuńczyk, kasza jęczmienna, pomidor 335
20.00
twarożek ze szczypiorkiem i wassa 142
razem: 1212 kcal
bez wymiotowania :)
!!!!!
:) :) :) :)
i na tym się skupmy.
plan na jutro jest. najważniejsze żebym nie wymiotowała.

wtorek, 19 listopada 2013

do przodu, do tyłu - nie wiem.

Jest 18.00. Mogłam się spodziewać tego, że jak sobie powiedziałam, że cały dzień dzisiaj będę się uczyć na jutrzejsze koło to tak nie zrobię, sobie na złość. bo musiałam oczywiście jeść rzygać jeść rzygać jeść rzygać spać. taaa... po pierwszym razie nawet się dobrze czułam, ale przecież nie byłabym sobą gdybym nie wymiotowała drugi raz żeby aby na pewno nic tam nie zostało. chociaż i tak miałam wrażenie, że wszystko, jak ja to określam, się "wchłonęło". cała jestem przesiąknięta TŁUSZCZEM fuj fuj fuj! no ale dobra. skończyłam. zamierzałam się uczyć i nic nie jeść do końca dnia - za karę. ale, oczywiście po jakiejś godzinie byłam już głodna, zmęczona i marzyłam żeby się położyć spać. ale nie mogłam. więc zrobiłam sobie kawę, mega mocną (fuu) i stwierdziłam, że jednak coś zjem żebym się NAUCZYŁA. więc wzięłam ryż z bananem, który jadłam chyba z 15 minut i jak skończyłam to miałam takie wyrzuty sumienia. że już wymiotowałam dwa razy i pod żadnym pozorem nie powinnam ruszać jedzenia bo przytyję, że już przekroczyłam masakrycznie limit na dzisiaj po tym obżarstwie i tak się obwiniałam, że zaczęłam dalej jeść i poszłam wymiotować, na szczęście nie było już tego dużo. ale to mnie zabiło. tzn źle się czułam psychicznie, bo już jakby moje myślenie się wyłączyło i wróciło bulimii. wiem jak to idiotycznie może brzmieć i żałośnie. ale tak było. położyłam się i jedyne o czym myślałam to żeby wziąć te zasrane tabletki i zasnąć i niczym się nie martwić. ale nie chcę drugi raz wylądować w szpitalu albo się nie obudzić przypadkiem. napisałam do D. żeby do mnie przyjechała i mnie przepytała bo nawet nie wiem czy coś umiem czy nic. i czekam teraz na nią. GŁODNA I ŚPIĄCA. w każdym razie przepytałam się sama (z 700 prawie słówek) i się zdziwiłam jak dużo NIE UMIEM. bo byłam pewna że pamiętam więcej, dlatego pewnie pozwoliłam sobie na to objadanie dzisiaj. ale jestem zła na siebie, że nie próbowałam tego powstrzymać. już w szkole mnie TE myśli zaczęły męczyć. a pisaliśmy test dzisiaj. i czekaliśmy na wyniki. więc cała w stresie (jak zwykle) powiedziałam sobie że jak dostanę mniej niż 4 to na pewno będę wymiotować jak wrócę. i tak czyta te oceny, czyta, same 3, czasem jakieś 3.5, i ja NAPISAŁAM NAJLEPIEJ Z GRUPY na 4, ale zabrakło mi tylko 2 pkt do 4.5. i co? no nic, i tak i tak głupia poszłam i rzygałam. i tak cały dzień praktycznie zleciał. żałuję, tak. ale wiem coś jeszcze. nie przestanę tego robić póki nie schudnę. co za różnica czy się będę głodzić czy głodzić i wymiotować skoro i to i to jest niezdrowe. schudnę do tych 50 kg choćbym się miała zarzygać/zagłodzić na śmierć. i WTEDY DOPIERO będę mogła uczyć się akceptować siebie taką jaką jestem ze wszystkimi wadami itd. będzie lepiej. jeszcze troszkę.
ps. rano zjadłam owsiankę (300 kcal) poza tymi wymiotami nic. może jakieś jabłko będzie, albo warzywa. to zależy czy będę się uczyć w nocy, czy wstanę wcześnie rano. muszę to ogarnąć.

poniedziałek, 18 listopada 2013

miesiąc rozstania. bilanse wypełnię!



Właśnie wróciłam od psychologa i wszystko ładnie pięknie czuję że jest lepiej bo mniej wymiotuję itp itd a ona na koniec że nie może przyjmować pacjentów do stycznia, aż mnie coś zakuło w środku. ona że ja sobie poradzę (pewnie każdemu tak mówiła :D) a ja w myślach co miałam?? "możesz się zagłodzić! nikt cię nie sprawdzi, teraz masz szansę!" no masakra. poza tym 10.12 idę rozmawiać z ordynatorem czy mnie przyjmą na ten oddział dzienny i może od stycznia będę już się leczyć w szpitalu. eh. mam ochotę wymiotować! na serio!! ale nie!! teraz się jeszcze trochę pouczę na jutrzejsze koło, na 20 na tańce i jak wrócę to wezmę tabletkę żebym poszła spać w spokoju. jutro rano do szkoły, a po szkole zostanę w bibliotece żeby się uczyć na kolokwium na środę. i nie będę wymiotować!! będę chudnąć! jezu.... właśnie przez ostatnią godzinę wpajałam sobie, że jak schudnę to i tak nie polubię siebie, bo mam problem ze swoimi emocjami i strachem przed związkiem i potrzebuję akceptacji od siebie, a teraz dalej w to brnę i mówię, że muszę schudnąć. no nic. będzie mniej kg. będę się martwić. jeśli w końcu uda mi się osiągnąć wagę upragnionych 50 kg, to przynajmniej wtedy już nie będę miała wymówki że moje życie się zmieni jak schudnę. wtedy będę musiała zmienić swoje nastawienie i myślenie! więc START!!!!! 50 kg - NADCHODZĘ :D

Bilans:
 
6.00
jabłko 50 kcal
8.00
banan 100 kcal
10.30
owsianka 300 kcal
16.00
ryż 180 kcal
tuńczyk 140 kcal
pomidor 30 kcal

800/800 kcal =)


niedziela, 17 listopada 2013

Nigdy nie przegrywasz gdy walczysz. Przegrywasz, gdy przestajesz walczyć.

tak tak tak. B U L I M I A - suka jedna. nie mogę tak ograniczać kalorii. mam za dużo ambicji na naukę i za dużo stresów. chcę żeby wszystko mi wychodziło a jak nie jem to nie mogę się skupić. później dochodzi stres i aż mnie nosi żeby rzygać. to straszne. i tak bardzo dużo już nie wymiotowałam, tzn. ograniczałam i im mniej wymiotuję tym bardziej czuję że wraca ta prawdziwa JA. ta, która wie na czym jej zależy, zna swoją wartość itd. więc przystopujmy z ODCHUDZANIEM i skupmy się 100 % na NIEWYMI0TOWANIU. Z drugiej strony ciężko mi też jeść "normalnie" bo czuję, że to zawsze za dużo, że to jedzenie nie jest dla mnie. ale chcę być zdrowa i radzić sobie z moimi emocjami, problemami i stresami. także idę na kompromis. 800 kcal przez ten tydzień i żadnego rzygania. jutro się zważę i zobaczymy, jestem między 56 a 57 kg, nie wiem dokładnie. małymi krokami. małymi krokami. MAŁYMI KROKAMI dam radę. nie planuję już co będzie za miesiąc.
wyzwania na ten tydzień:
800 kcal
ćwiczenia przed szkołą
tańce wieczorem kiedy będę miała czas
nauka
BEZ WYMIOTOWANIA

Bilans (na dziś):

7.30
banan 100 kcal
kasza 150 kcal
jogurt 50 kcal

11.30
jabłko 100 kcal

14.30
ok 300 ml zupy z kapusty kiszonej + ziemniak = 200 kcal? nie mam pojęcia.

17.30
jogurt 60 kcal

19.00
tuńczyk 140 kcal

+ 6 weidera dzień 2
+ nogi 15 minut
+ pośladki 15 minut

piątek, 15 listopada 2013

bulimia bulimią, jak ja siebie nienawidzę.

jezzzzzzzzzzzzzuuuuuuu. no obżarłam się znowu, strasznie źle się czułam. po tej imprezie, bo piłam i ta tortilla i w ogóle... jakbym wszystko zawaliła. 3 dni głodzenia się i wszystko na marne. nie!! nie będzie tak! tak strasznie się teraz czuję, nie chcę się tak czuć nigdy więcej! muszę zaakceptować fakt, że JEDZENIE NIE JEST DLA MNIE. jadę dzisiaj do domu jeśli zjem coś z ojcem, zwymiotuję (bez dojadania). będę siedzieć 3 dni w notatkach z głodem uczyć się na dwa koła na przyszły tydzień. teraz idę zwymiotować. posprzątam, spakuję się i jadę do domu. jedzenie to wróg. to mój największy wróg dlaczego o tym zapominam??!! żadnych imprez i wyjść do ludzi, nic nie może mnie kusić. do 15.12.13 schudnę do 53 kg. choćby nie wiem co. nawet kosztem koncentracji i opuszczeniem się w nauce. walić to. schudnę. chcę żeby było mnie mniej. mniej mnie, tej złej. tego złego tłuszczu co we mnie. przepraszam, że zawaliłam :(( 3 dniowa głodówka, OBIECUJĘ SOBIE (z wymiotami tam, gdzie będę zmuszona jeść przy ojcu). 3 dni głodówki, 3 dni w notatkach. S T A R T!

czwartek, 14 listopada 2013

450 kcal.



8.00
banan 100 kcal
makaron 130 kcal
9.30
jabłko 100 kcal
17.00
serek wiejski 120 kcal

450/450 kcal

impreza jak najbardziej się udała ale byłam taka pijana że musiałam zjeść jeszcze tortille ok 400 kcal, prosiłam pana ładnie żeby była jak najmniej kaloryczna i mi wybrał taką grecką ;D dlatego myślę że ok. 400 kcal mogła mieć. tańczyłam od 21 do 4 rano więc na pewno to spaliłam! zresztą nieważne. i tak jestem zła na siebie. teraz wracam na weekend do domu i mam nadzieję, że któregoś dnia zrobię sobie głodówkę.

środa, 13 listopada 2013

będzie impreza.

bilans:
12.00
jabłko 90 kcal
14.00
warzywa na patelnię 117 kcal
18.00
tuńczyk 140 kcal
pomidor 30 kcal
21.00
wódka 200-400 kcal?? (nie wiem ile wypiję)

377+(200do400)=max 777 / 750 kcal

dzisiaj zjem jeszcze tuńczyka z pomidorem bo idę na imprezę i będę pić wódkę. więc nie chcę na pusty żołądek. a moja przyjaciółka ma urodziny więc nie odmówię alkoholu. ze względu na tę wódkę (z colą zero będę pić) zamieniam dzień na ten najbardziej kaloryczny, tj. 750 kcal i myślę że się zmieszczę tym bardziej, że to i tak tylko alkohol a nie jakieś jedzenie. ogólnie nic mi się nie chce, tzn nie chce mi się uczyć ale żeby COŚ robić to chcę cały czas. jestem zmęczona i drżą mi ręce. to tyle z 'objawów' niejedzenia. lubię głód. między 12 a 16 jestem głodna, później mi przychodzi. więc daję radę. chcę być chuda. do poniedziałku muszę zobaczyć 55 kg na wadze!

wtorek, 12 listopada 2013

bilans :) 350 kcal



12.30
jabłko 90 kcal
14.30
pomelo 115 kcal
15.30
pomelo 115 kcal
18.00
pomidor 30 kcal


350/500 kcal

mam dzisiaj jakiegoś lenia, nie chce mi się uczyć. rano ćwiczyłam na siłowni - bieganie 30 min plus na maszynach wszystkie mięśnie jakieś 45 min i rozciąganie.  później poszłam szukać prezentu dla koleżanki i kupiłam jej bluzę w Zarze, mam nadzieję że jej się spodoba, bo tanie nie była ;D no i po tych sklepach to z dwie godziny chodziłam i odkąd wróciłam do domu nic pożytecznego poza sprzątaniem nie zrobiłam. teraz czekam na D. i tyle. bilans jaki jest widać. jeszcze dzień się nie skończył ale wiem już że nie przekroczę tego bilansu. czuję się mega gruba i już nie potrzebuję jeść. nie będę wymiotować. nie. po prostu jem mało. malutko. na razie będę wypełniać bilanse. nie wiem jak to jutro będzie w szkole ale mam nadzieję że dam radę. grubas, grubas, grubas. schudnę choćby nie wiem co!


sposoby na burczenie w żołądku.

kiedyś bałam się głodu. myślałam, że zaraz albo będę mieć napad albo się denerwować na wszystkich dookoła. ale teraz? ok, na razie drugi dzień. przede mną. burczy mi w brzuchu. ale lubię to. zaraz wstanę, zjem jakiś jogurt, pojadę na siłownię, pójdę na zakupy, będę się uczyć a wieczorem przyjedzie do mnie moja D. :* :)) nie muszę jeść, tylko przed i po ćwiczeniach. teraz LUBIĘ głód. tak. tylko żeby w brzuchu nie burczało bo wstyd jak słychać. macie na to jakieś sposoby? ciepła woda może?

poniedziałek, 11 listopada 2013

przyzwyczajam się do głodu.

10.00
mandarynka 25 kcal

14.00
bigos 200 kcal

17.00 jabłko 70 kcal

wczoraj byłam na domówce, piłam alkohol, znajomi się śmiali, że przyszłam na imprezę z jabłkami. no cóż. mówiłam sobie, że lepsze małe jabłko niż czekoladki, żeli i inne rzeczy które oni jedli, i których ja nie jadłam. dzisiaj tylko tyle. jestem bardzo głodna. ale nie będę jeść. LUBIĘ być głodna. heh, jak się pojawia głód to jest najgorzej, ale po godzinie jest już lepiej. przyzwyczaję się do tego. nie będę jeść. jeszcze opiszę 3 sytuacje, które mówiły, że niekoniecznie na zewnątrz wyglądam grubo. Pierwsza, to koleżanka z liceum która mnie długo nie widziała, usiadła koło mnie i "co tam słychać u Ciebie, ale Ty schudłaś!". no ale długo mnie nie widziała więc może dlatego tak powiedziała.. później leciała muzyka na tv i Ciara i ja się tak zapatrzyłam na nią a Marcin do mnie: K., Ty się tego nie oglądaj, bo się napatrzysz na te dupy a później same jabłka wpieprzasz.
ja: no, ale ona jest idealna.
M.: ma tyłek taki sam jak Twój.

i później zeszliśmy na śniadanie i wszyscy jedli, ja tylko herbaty sobie nalałam i mówią mi żebym coś zjadła, a ja że nie, i M. znowu, że 'zjedz coś, Ty taka chuda jesteś'. kurde, chciałabym ważyć te 50 kg i żeby każdy na mnie patrzył i mówił 'zjedz coś chudzielcu'. dążę do tego. nie obchodzi mnie nic. a wiedzcie, że bardzo mi ciężko NIE JEŚĆ bo ja mam bulimię, i uwielbiam jedzenie. ale nie teraz. najpierw schudnę, później będę mogła coś jeść. teraz jedzenie nie jest dla mnie. mogę żyć bez tego. i nie będę wymiotować. nie objadam się. nie rzygam. głodzę. nie jem. obiecuję. obiecuję to sobie, a wy proszę wspierajcie mnie! :(
lubię głód. wyobrażam sobie wtedy, że chudnę. w końcu mam tyle tłuszczu w ciele, że z głodu nie zdechnę. jest z czego czerpać te zapasy energii!!!

niedziela, 10 listopada 2013

jestem głodna i dobrze mi z tym.



9.00
banan 100 kcal
10.00
jabłko 70 kcal
11.00
jabłko 70 kcal
13.00
warzywa 140 kcal
plaster szynki 20 kcal
15.00
jabłko 70 kcal
16.00
marchewka 50 kcal
pomidor 20 kcal
17.30
warzywa 120 kcal

to bilans z dzisiaj. same owoce i warzywa. będę chudnąć. będę chuda. choćby nie wiem co. nienawidzę jedzenia. jedzenie NIE JEST DLA MNIE. co jem, niszczy mnie. będę chuda!