jestem taka szczęśliwa. :) ale najpierw muszę ponarzekać. wczoraj byłam taka zmęczona po siłowni że jak wróciłam do domu to próbowałam się przespać ale tak mnie męczyło sumienie że muszę jeszcze poczytać na seminarium, że w końcu wstałam, przeczytałam i dopiero spokojnie zasnęłam. wstałam na 8 do szkoły. później o 11.15 skończyłam lekcje i taka zmęczona, w głowie marudząca szłam do domu. i wiecie co? zawsze sobie myślałam same negatywne rzeczy a myśli kończyły zdania: "ale jestem głodna, jaki lipny dzień, nic mi się nie chce, muszę zrobić masę rzeczy, ale jestem głodna... ej! będę sama w domu. pójdę do sklepu i zjem wszystko i wyrzygam" zawsze tak było. a dzisiaj? "w sumie już głodna jestem. jak wrócę to sobie zjem... truskawki M N I A M <3 :)" i wróciłam do domu, zjadłam, pouczyłam się na test z niemieckiego (dostałam 4, bo w sumie nie wiedziałam z czego będzie ale to dłuższa historia, i tak jestem zadowolona ;)). po niemieckim poszłam na siłownię. i troszkę przesadziłam. bo myślałam, że wrócę dzisiaj do domu do swojego miasta, i jutro już nie pójdę i chciałam ćwiczyć "na zapas". i tak spędziłam 1,5 h na siłowni, wszystkie partie ciała ćwiczyłam plus bieganie i rozciąganie. plus 2x15 min sauna. i jestem wykończona. do domu pojadę jutro. dzisiaj też jest domówka ale nie mam ochoty na nią iść. w ogóle w weekend miałam jechać na wycieczkę ze szkołą, ale tak się jakoś źle czuję... psychicznie. jakby trzymam się, bo przestrzegam diety, ćwiczę i się uczę. godzę ze sobą wszystko to w czym rzekomo przeszkadzała mi bulimia. a jednak CZEGOŚ mi brakuje. i mam nadzieję trzymać się jak najdłużej byleby dojść w końcu CO TO TAKIEGO jest. chcę być szczęśliwa. i tak słowa "muszę" zamieniam na "chcę", wyobrażam sobie koniec dnia i czy będę z siebie dumna czy zawiedziona. i od razu żyje mi się lepiej. długa droga przede mną, ale czuję że mogę dać radę. muszę tylko bardziej wierzyć. nie przejmować się za bardzo tymi błahostkami, bo za dużo się skupiam na rzeczach, które mi nie wychodzą, niż na tych które mi wychodzę. to muszę zmienić. poprawka - to chcę zmienić! :) poza tym o wiele ciężej jest pogodzić dietę, siłownię i szkołę żeby we wszystkim być dobrym. dlatego dziś znów jestem z siebie dumna, bo jadłam zdrowo, ćwiczyłam i w szkole wszystko okey. jestem zmęczona i mam wolny wieczór tylko dla siebie. jeśli zechcę mogę wyjść do znajomych, ale mogę też zostać w łóżku i bez wyrzutów, że jestem beznadziejna, bo rzygałam albo nie poćwiczyłam. przeżyłam ten dzień dokładnie tak jak chciałam go przeżyć. to był dobry dzień :)
Bilans:
7.00
owsianka + migdały 395
12.00
truskawki + makaron + jogurt 275
14.30
indyk + makaron + sos pomidorowy 400
19.00
banan + jogurt + kasza gryczana 325 (dużo, ale po takim wysiłku musiałam uzupełnić glikogen, czy co tam się zużywa ;P)
razem: 1395 kcal
w ogóle to przeżuwam wszystko 30-40 razy, tzn. jeden kęs tyle, więc jedzenie takiego posiłku zajmuje mi jakieś 20 minut! ale chcę żeby się wszystko dobrze wchłonęło, tym bardziej że to same zdrowe rzeczy i przy takiej ilości intensywnych ćwiczeń potrzebuję wszystkich składników.
ponadto, dziękuję za Wasze wsparcie!!! to bardzo motywuje!! wiem, że wieczorem będę pisać na blogu i chcę się dzielić moją radością z Wami, i cieszę się jeśli ktoś oprócz mnie jest ze mnie dumny :) pozdrawiam Was cieplutko!!! :*


Mniami, mniami jakie fotki ;* Pychooo! Śliczny bilansik! Więcej szczęścia, więcej radości i pozytywnego myślenia <3 Dasz rade! Bez załamek i wymiotów kochanie! Pomyśl tak zanim coś zjesz co mogłoby popsuć bilans: czy chcę potem zwymiotować? Czy chcę zawalić? Poskutluje zobaczysz! Jesteś silna! ;**
OdpowiedzUsuńmam tak samo! strasznie motywują mnie te opisy każdego dnia, bo wiem, że jeśli mi lepiej pójdzie ktoś będzie mi gratulował!
OdpowiedzUsuńbardzo się ciesze, że dajesz radę i nie dajesz wygrać bulimii :) szkoda, że nie idziesz na imprezę, bo może to by Cię trochę rozerwało psychicznie?
trzymaj się i dziękuję za życzenia <3