nie wiem czy to przez to, że NIESTETY stanęłam dzisiaj na wagę czy po prostu mam taki nastrój obniżony, ale prawie się poddałam. otóż na wadze było 57 kg. znowu. i troszkę się tym zdołowałam, ale trzeba się przyznać że paliliśmy wczoraj ze znajomymi więc zjadłam jeszcze ser biały z owocami i musli i to miało jakieś 400 kcal wszystko razem. o 23. a o 1 poszłam spać. więc może to nadmiar wody czy coś. w każdym razie zanim robiłyśmy to jedzenie to Daria mówi: szkoda że już nie jesz tostów :( a ja że mogę zrobić jej tosty, a ona że "nie, w sumie się cieszę że tak jesz bo teraz zjem coś zdrowego i się najem a nie tosty z majonezem i serem. obliczyłam tosty na ok 700-800 kcal więc to by było dwa razy więcej niż zjadłyśmy. no i w sumie i tak jestem z tego faktu zadowolona. PRZYNAJMNIEJ zdrowo.
rzecz w tym, że poczułam takie ukłucie w sercu, że NIE schudnę. i niby się cieszę, że uczę się zdrowo odżywiać i słodycze mogę zastąpić czymś zdrowym i smacznym. moim znajomym się to udziela. oni się nawet z tego cieszą. nikt nie mówi 'pierdol to, zjedz ciastko'. sami próbują tego co ja jem, a jak czegoś nie chcę to nikt mnie nie zmusza. chociaż wszyscy zgodnie uważają, że nie powinnam chudnąć... nieważne. ja się czuję okropnie.
poszłam dzisiaj do lekarza, a on do mnie czy jestem zmęczona i niewyspana, bo taka blada i w ogóle słaba jakaś, i mi dał skierowanie na badania z krwi. i tak mnie mierzy wzrokiem i się pyta czy życie nie jest do dupy, czy nie chudnę i co robię że taka zmęczona jestem. no ale wszystkiemu zaprzeczyłam. a faktem jest, że rzeczywiście ostatnio cały dzień mogłabym przespać i kawa mi nie pomaga. mam nadzieję że to niedługo przejdzie i to tylko taki przejściowy okres bo zima idzie. OBY.
co więcej, dzisiaj przed obiadem już taka dosyć głodna byłam a czekałam aż się ryż zagotuje (taki nieprzetworzony 45 min + 10 min odparowania) i zaczęłam siorbać zupę ogórkową z garnka i klika kostek ziemniaka. no nie wiem ile to mogło mieć kalorii ale nie mogłam się powstrzymać i szybko sobie zrobiłam herbatę żeby tej zupy nie jeść tylko czekać na swój obiad.
a wcześniej, po drugim śniadaniu stała na stole wielka miska z przeróżnymi ciasteczkami, w kuchni wafelki i na bufecie ptasie mleczko i pierniczki. a moja siostra zrobiła pizzę. i nie zjadłam. ale autentycznie, taka przybita tymi 57 kg cały dzień, już miałam ochotę żreć i wymiotować. mimo to powstrzymałam się. powiedziałam sobie, że super figura nie zrobi się w jeden dzień, a ja nadal będę krok do tyłu. więc nie jadłam. i nie wymiotowałam.
zostaję do końca tygodnia w swoim mieście i bardzo się z tego cieszę. tu się czuję jak w DOMU i tak mi dobrze. zaraz będę ćwiczyć w domku, a później czytać książkę.
mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy, że się nie złamię i nie będę wymiotować. tak bardzo, bardzo, baardzo nie chcę!!! :(
Bilans:
8.30
płatki owsiane 180
mleko 125
banan 70
12.30
2* kromka chleba 170
szynka 20
pomidor 15
serek wiejski 100
pół jabłka 40 kcal
16.30
indyk 150
szpinak30
papryka 20
pomidor 20
ryż mix 160
20.00
ser biały 100
papryka 30
razem: 1230 kcal
Nie przejmuj się ;) Waga to nie wszystko ;) Mogą rosnąć Ci mięśnie czy coś w tym stylu ;) Lepiej sprawdzać wymiary ;) Nie poddawaj się, nie schudniemy "ot tak". Gratuluję, że nie dałaś się tym tostom i pizzy, fajnie, że masz znajomych którzy Cię wspierają ;)
OdpowiedzUsuńWahania wagi są normalne. Poza tym waga nie odzwierciedla naszego faktycznego wyglądu, powinnaś mierzyć wymiary
OdpowiedzUsuń