niedziela, 22 grudnia 2013

pasuję do Was. powrót.

troszkę mnie nie było, nie wiem kogo to obchodzi, ale oczywiście wracam. może to jednak jakoś pomoże, może pogorszy sprawę. otóż, zawzięłam się i chciałam wyjść na prostą, ale tę prostą jedzenia i życia normalnie. i wychodziłam do ludzi, imprezowałam, cieszyłam się. poszłam nawet do tego dietetyka. waga 58.8 :O to akurat po obżarstwie, bo po 2-3 dniach spadło do 56.6 kg ale nie wiem naprawdę ile ważę, coś pomiędzy 59 a 56 ;]
w każdym razie dietetyk mnie zmierzyła i wszystko mam w normie. tkankę tłuszczową, wodę i mięśnie. powiedziała że jak nie wymiotuję to wiem jak się odżywiać i ona nie wie jak mi pomóc bo nawet nie ma z czego zbijać ale będziemy próbować. i dieta 1400 kcal, czyli tak jak kiedyś. i tak sobie żyłam całe 5 dni. 5 dni i byłam pewna że wyzdrowiałam. jeju... zawsze jak kilka dni jem normalnie i ćwiczę to myślę że cudownie wyzdrowiałam, że już nie potrzebuję terapii, szpitala, psychologów, że poradzę sobie sama i że to TYLKO jedzenie, jestem do tego silniejsza. ale nie jestem.

a teraz dlaczego wczoraj miałam napad?
nie chodziłam n zajęcia. przez 3 tygodnie byłam na 2 lekcjach na uczelni. DWÓCH LEKCJACH. porażka. mam troszkę zaległości i chyba mnie to przytłacza, że zawaliłam. pocieszam się tym, że od stycznia idę na terapię i nie muszę być na zajęciach, ale przecież będą w styczniu same zaliczenia i MUSZĘ SIĘ SPIĄĆ I WZIĄĆ DO ROBOTY. a ja nie mam na to zwyczajnie ochoty. zaczynam się uczyć i boję się że nie zdążę i wszystko rzucam i się denerwuję na siebie.

po drugie ojciec. pije. cały czas. nie chce mi się już o tym pisać, ale to jest to co najbardziej na mnie wpływa negatywnie. wiem, że kiedy jestem niemiła dla niego to dlatego że mszczę się za to, że wcześniej pił i jak jest trzeźwy do tego nie pamięta, że ze mną rozmawiał, że pytał o coś, że kłamał że nie pije a jak wzięłam posmakować jego "sok" to czułam obrzydliwie mocnego drinka. nie chcę być taka jak ona, i nie chcę uciekać w rzyganie tak jak on w alkohol. ale to silniejsze ode mnie. mogę nie chudnąć. ja muszę jakoś odreagować i nie potrafię znaleźć zdrowego sposobu na to. przykre. może czyni mnie to słabą, ale taka jest prawda.

w piątek miałam taki napad w głowie, ale go wytrzymałam. ale wczoraj ojciec znowu pił. pisałam do mojej Darii. ale ona tego nie rozumie. powiedziała, że powinnam go zrozumieć bo jest sam i nie wyzywać go od egoistów bo sama nie jestem lepsza, bo ja mogę mieć nałogi i się użalać i już każdy inny nie. bardzo mnie to zabolało. nie dlatego, że tak jest. po prostu pierwszy raz pozwoliłam sobie na złość na to, że on pije i zostałam za to skarcona. a ja przecież rozmawiałam z nim tyle razy żeby nie pił, że się martwię, że niszczy siebie i mnie przy tym, że to boli, że nie to jest najważniejsze. przychodziłam i przytulałam się często, mówię że go kocham, pomagam w obowiązkach. opiekuję się. a on nic. to nie jest egoizm? dlaczego nikt nie spojrzy na moje uczucia? jest mi tak cholernie źle. dlaczego ona (Daria) nie mogła mnie pocieszyć tylko wpędzić w jeszcze większe poczucie winy? eh.. nie wie jak to jest być DDA. chciałam tylko żeby mnie pocieszyła, ale najwyraźniej uważa że wszystkie moje problemy to mój wymysł i mogę sobie z tym poradzić jeśli zechcę. niestety tak nie jest. przez to się zamknęłam na nią w jednej sekundzie. żyję w strachu, że on umrze z dnia na dzień jak matka. a ona mnie karci za to i mówi żebym przestała się użalać. najbliższa mi osoba nagle staje się dla mnie obca, tylko dlatego, że nie może mnie zrozumieć. nie może mnie pocieszyć. nie może powiedzieć zwykłych słów "nie martw się, będzie dobrze". tylko mówi "oj weź się już nie użalaj, Ty jesteś egoistką". może i jestem. dlatego muszę się jakoś ukarać.

tak więc cały dzień chodziłam z tą myślą, i z tym że nie mogę się skupić na nauce, że chce mi się płakać jak patrzę na ojca, że drugi dzień już nie ćwiczyłam.  i zaczęłam jeść. od 19.
najpierw 2 zdrowe kanapki z razowego chleba z szynką z kurczaka i warzywami. później jabłko. później pół pomelo. później mandarynkę. później trochę czekolady, najlepszej na świecie. później płatki Lion z mlekiem. później cukierki. czekoladowe. przeróżne. z 20? może nawet 30. nie wiem. były pyszne. aż mnie zemdliło. zrobiłam sobie jeszcze w międzyczasie kakao i kanapkę z masłem i dżemem. wszystko jadłam powoli i delektowałam się tym. zagryzłam waflami ryżowymi i jabłkiem bo było mi tak słodko. i zjadłam jeszcze z 4 cukierki. aż nie mogłam się ruszać. byłam najedzona 9/10 gdzie 10 to już pękam. położyłam się i zastanawiałam czy mam iść wymiotować czy nie. jadłam i jadłam od 19 do 23. cztery godziny. i tak już się dużo strawiło. ale co tam. biłam się w myślach aż zasnęłam. wstałam przed 6. wypiłam senes z 6 torebek herbaty i mam zamiar nic nie jeść dziś, chociaż na pewno coś zjem. albo przelecę na jabłkach. dalej czuję się taka pełna. jadłam i jadłam. wiem, że byłabym w stanie zjeść to wszystko w pół godziny i wtedy musiałabym to zwymiotować żeby nie czuć tego, że zaraz pęknę. ale nie zrobiłam tego. chciałam być silniejsza od bulimii, ale jakie silniejsza, skoro jedzenie wygrało?

cieszyłam się na Święta, na atmosferę, na pobyt w domu. ale już nic mnie nie cieszy. nie chce mi się starać. chciałabym przespać resztę swoich dni, chudnąć i zniknąć. jest mi tak ciężko. użalam się, ale to mój pamiętnik więc mogę.

koleżanka z którą nie widziałam się chyba z pół roku wyciągała mnie już tyle razy z domu, wczoraj umówiłyśmy się na basen i saunę. ale po moim wczorajszym obżarstwie nie mogę. powiedziałam że mam okres. może teraz ucieka mi relaks i kawałek tego właśnie czym zwie się życie. ale nie potrafię. wiem, że jakbym z nią poszła to moje kompleksy by mnie zabiły. zły humor, bo przecież wyglądam jak wieloryb. nie mówiłabym za wiele, bo jedyne co w mojej głowie to odchudzanie i zły stosunek do siebie i świata. więc po co mam się z nią spotykać? po co spotykać się z kimkolwiek? chcę być sama. tak jest najlepiej. wtedy czuję się najlepiej.

8 komentarzy:

  1. Ja też miałam wczoraj napad: krówki, popcorn, sezamki, chrupki, jabłka... Wiem, co czujesz, chociaż ja rzadko wymiotuję. Chodzisz regularnie do psychologa? Poza przyjaciółmi i rodziną, z którą jak widzę bywa różnie, to on Ci powinien najbardziej pomóc. Może jakaś terapia grupowa? Trzeba sobie pomóc, nie można tak żyć. To nie Twoja wina, że jesteś chora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Choć wiem jak banalnie to brzmi, wiem jakie to są uczucia. Może nie w stosunku do taty, bo tego nie znam, ale próbuję rozumieć. Mnie też dopadło obżarstwo w piątek. Nie umiem (albo podświadomie nie chcę) wymiotować, więc poratowałam się senesem.
    Bycie samemu, kiedy nikt nie rozumie - to przygnębiające. Ale na dłuższą metę tak się nie da. Następnym razem może warto spróbować wyrwać się z domu. od codziennych problemów, po prostu wyjść gdzieś z kimś. Nie zapomni się o kompleksach, ale może da się na chwile je usunąć na 2 miejsce. :)
    Nie poddawaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tą sytuacją to Ciebie doskonale rozumiem. Mój ojciec też pił (nie wiem na jak długo przestał). W ostatnie święta nawet nie przyszedł na Wigilię rozumiesz? Bo tak się opił.. Szkoda nawet mówić... Trzymam kciuki za Ciebie i cieszę się, że wróciłaś :D :*

    OdpowiedzUsuń
  4. A i do tego co przed chwilą napisałam: Chciałabym (jeśli byś miała możliwość) żebyś dodawała notki codziennie. Daje mi to ogromną motywację, ale jak nie to ok :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę Cię rozumiem. Mój ojciec nie jest alkoholikiem (sama już nie wiem...), ale często pije. Zazwyczaj to jest tak, że staje się przesadnie miły, wręcz wkurzający. Raz była taka sytuacja, że...wpadł w jakąś furię i rozwalił szafkę z tego co pamiętam. I ogółem była wtedy taka beznadziejna atmosfera w domu.
    Co to Twej przyjaciółki. Z jednej strony dobrze zrobiła, bo chciała Ciebie do pionu postawić. Bo gdyby użalała się razem z Tobą by bardziej nie pomogło. Ale wiem tez po sobie, że brak zrozumienia jest właśnie bardzo "bolący". Kiedy ktoś mówi, żeby wziąć się w garść. Wkurza, a zarazem smuci. Bo się przecież nie da. A na pewno nie samemu.
    Jedyne co Ci mogę życzyć to ogromnej siły walki. Nie poddawaj się. Gorsze dni się zdarzają. Mnie również. Wczorajsza sobota była najgorsza. Załamałam się, ale nadal jak głupia wierzę, że dzisiaj będzie lepiej. Ty też tak rób. Nie stracimy nic na tym. Możemy zyskać. I to dużo.
    Trzymaj się C:

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie martw się, to tylko jeden dzień... nie wolno się poddawać...
    Trzymaj Się ;***

    http://jestembeznadziejna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. K. co u Cb? Nie pisałam bo ciągle myslalam od naszego ostatniego pisania, ze chcesz sie zdrowo odzywiac, cwiczyc, nie chcialam Ci mącic tego "ładu" naszymi problemami. Ale widze, ze sie nic nie zmieniło, dalej w tym jestes. Ciagle zastanawiam sie nad tą głodówką, czy moze warto spróbować? Nie wiem, proszę odezwij się!

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam , jestem motylkiem . Od 2 lat poszukuje wsparcia i osoby która będzie mnie znała z tej strony z której nie znają mnie otaczający ludzie. Może interesował by cię codzienny wspólny kontakt zwłaszcza przez gg ,abyśmy były dla siebie nowo stworzonymi postaciami. Mogłybyśmy się wspierac dawac dobre rady , mogły bysmy sobie pomóc a to ze sie nie znamy w realu , było by naszym plusem i nas nie ograniczało , Może sobie pomożemy ?. jeżeli będziesz zainteresowana odezwij sie ; to moj nr gg; 47262390. jak sie odezwiesz popiszemy o tym konkretnie a ty zawsze będziesz mogła się wycofać . ;)

    OdpowiedzUsuń