jejku... nic nowego. wczoraj ok. 14 zeszłam na dół i widzę że ojciec znowu pijany. moja siostra mówi że od rana. i ja wtedy miałam tak wyjebane... zrobiłam ciasto na pierniczki, ciasto marchewkowe, wylizałam dwie miski po tych ciastach, podżerałam cukierki i niczym się nie przejmowałam miałam to gdzieś. do ojca się nie odzywałam i w końcu chyba zaczęło do niego docierać, bo już więcej tego dnia nie pił.
zjadłam później omleta z białym serem i bananem z żytniego ciasta. i kanapkę. później gadałam z Darią i mnie przeprosiła i się pogodziłyśmy więc w sumie humor mi się poprawił i wszyscy umówiliśmy się na "spotkanie przedświąteczne" czyli nas szóstka, marihuana i alkohol. wypiłam prawie dwa piwa, zjadłam jeszcze z dwa kawałki tego ciasta marchewkowego i z 10 cukierków. wiem, że to dużo ale wczoraj się tym po prostu nie przejmowałam. wypiłam przed snem jeszcze 3xsenes ale 3 to już na mnie za mało bo nic a nic mnie nie ruszyło.
do czego zmierzam. dziś jak wstałam rano to sobie powiedziałam że już rzygam tym słodkim i nie mam nawet na to ochoty. zjadłam jajecznicę na śniadanie i nie wiem jak to się stało, znowu zaczęłam podżerać cukierki, ciasto, kakao... nie wiem po co. nagle pomyślałam, że zwymiotuję. ale po co? w sensie na wadze dzisiaj 57.5 jak zobaczyłam, to pomyślałam "nie ma tragedii". ale czuję dyskomfort i chciałabym zwymiotować ale chyba tego nie zrobię. nie mogę sobie mówić cały czas że tego nie powinnam tego mi nie wolno bo później właśnie tego chcę najwięcej, nawet jak nie mam ochoty.
ehh. no i co? ochota na słodkie to chyba przed okresem. plan jest taki. nie chcę wymiotować. muszę się ogarnąć. naprawdę po tych dwóch dniach słodyczy zatęskniłam za swoim zdrowym żarciem. odpuściłam trochę i starczy.
nie zwymiotuję tych tysięcy kalorii. nie chcę. ale za to wypiję senes z 7 torebek, i do końca dnia lekka dieta. koniec. na te Święta wyczerpałam limit obżarstwa. wieczorem jeszcze poćwiczę a teraz wyjdę na spacer z psami.
dziewczyny! to jedzenie możemy jeść w każdym czasie w ciągu roku. nie bądźmy słabe. zachowajmy umiar. nie mówmy sobie "schudnę". przez te Święta mówmy sobie "nie przytyję". poćwiczymy trochę dłużej i tyle. damy radę :)
Tak, masz rację. Ciasta i tego typu rzeczy można zrobić obojętnie kiedy. A święta to powinny znaczyć "Czas spędzony z rodziną", a nie "Jedzenie!".
OdpowiedzUsuńDamy radę, musimy :D
Masz całkowitą rację. Pozdrawiam i Wesołych Świąt =]
OdpowiedzUsuńTeż uważam tak jak Ty :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia i wesołych świat :)