chcę przelać trochę swoich myśli na "papier" chociaż generalnie nic się nie zmienia...
nie wymiotowałam 7 dni. w sumie całkiem niezły wynik. ale w głowie wcale nie lepiej. trzymałam 1400 kcal a i tak mnie nosiło żeby się najeść i wymiotować. później sobie myślałam że spokojnie, będę zmniejszać kaloryczność tylko mam nie rzygać... no i po co te myśli? czy nie zależy mi na normalności? a ja ciągle chcę chudnąć. i to jeszcze nie daje rady, bo i tak się objadam. tak bardzo chcę zagłuszyć te swoje myśli, nie chcę nic czuć, totalnie się odciąć. napchać i wyrzygać. ciężko. nie potrafię powiedzieć STOP. do końca nie chcę... jakoś sobie odreagowuje tym i taka jest prawda. ale robię małe kroki. malutkie. malusieńkie kroki robię, ale robię. nawet jeśli mam wymiotować co drugi dzień. nawet jeśli będę wymiotować raz dziennie a nie 5 razy. wiem, że w ogóle nie powinno być rzygania. ale... eh. żadnego ale nie powinno być. chcę być zdrowa. tak bardzo nienawidzę siebie. tak bardzo boję się iść do przodu. być odpowiedzialna. pomyśleć o sobie. ciągle mam w głowie co muszę i co dyktuje mi sumienia odnośnie ojca.. a mówią wszyscy że on jest dorosły a jednak czuję się za niego odpowiedzialna. eh... koniec pisania. i tak mam ochotę wymiotować jeszcze raz. jak zacznę to nie chcę kończyć. chcę żeby to trwało i trwało aż padnę... tylko po którymś takim razie odechciewa mi się żyć i zazwyczaj kończy się jakimś głupim aktem autodestrukcji... dobra. nieważne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz