czwartek, 13 marca 2014

dzisiaj wygrałam, a i tak czuję się źle.

a dlaczego źle? pewnie dlatego, że bardzo bardzo bardzo chcę się oddać napadowi jutro z rana. dzisiaj cały dzień chodziłam i myślałam o tym czy by nie wymiotować. najpierw po lekcji miałam już iść do domu, bo skończyliśmy wcześniej, a ja chciałam iść na siłownię dopiero na zajęcia fitness więc wolałam odpuścić i autentycznie wrócić do domu żeby jeść i rzygać. myślałam o tym. ale musiałam odebrać kosmetyki od koleżanki więc w końcu poszłam na tę siłownię i nie żałowałam, bo ochota na wpieprzanie mi przeszła. na chwilę. ćwiczyłam intensywnie przez godzinę, bieganie, orbitrek i siłowe na nogi. wyszłam, głodna już masakrycznie, i pomyślałam że zjem sobie grzecznie owsiankę jak wrócę do domu. ale od razu przed oczami stanęła mi wizja mnie wpieprzającej wszystko więc poszłam do salad story, poczytałam chwilę książkę i dopiero wtedy wróciłam. w domu znów czytałam książkę. pojechałam udzielić korepetycji. rozbudziłam się, bo po siłowni byłam wypompowana na maksa. i odebrałam jeszcze laptopa z naprawy i kupiłam sobie buty <3 ale fajnie, bo chciałam dać za nie 150 zł a okazało się przy kasie, że są przecenione i kosztowały 70 zł :D
i tak mi zleciało trochę więcej czasu ale i tak ciągle myślałam że chcę wymiotować. później, że wcale nie chcę. i nie będę. ale weszłam do sklepu i i tak kupiłam jakieś śmieci o których myślałam cały dzień. ale weszłam do mieszkania i współlokator był z dziewczyną i pomyślałam sobie "ufff całe szczęście, nie będę rzygać". i zjadłam owsiankę. w sumie teraz nie czuję że bym chciała się objadać. czuję, że jestem obrzydliwie gruba. fuj fuj fuj. obrzydliwa. nie powinnam się objadać nawet jak mam wymiotować. ale jestem taka słaba... poza tym miałam chwilę słabości i zjadłam trochę czekolady, i już myślałam że zaraz się rzucę na wszystko taka winna, ale na szczęście miałam niewiele czasu do wyjścia na korki i powstrzymałam się.
zrobiłam troszkę do szkoły i teraz będę czytać książkę. o odżywianiu oczywiście ale bardzo fajnie napisana i już jestem w połowie więc może dzisiaj skończę :)

powinnam wytrzymać. walczyć tak każdego dnia aby było później lepiej. ale ... no i znowu to "ale"!!! wiem, że jak będę się trzymać to będę się lepiej czuć a moje dni będę upływać przyjemnie i ja będę szczęśliwa. ale prawda jest taka, że jedzenie mną rządzi... ppfff. ta, rządzi. to ja wybieram. prawda jest taka, że to ja wybieram ciągle to jedzenie a nie coś co rzekomo ma mnie uszczęśliwiać. dlaczego tak bardzo robię sobie pod górkę? dlaczego chcę być ciągle nieszczęśliwa. jezu jak chcę być taka nieszczęśliwa to mogę se rzygać do usranej śmierci. wszystko w moich rękach.

bilans:

ser biały chudy 125 g
papryka 100 g

banan

małe jabłko

tortilla salad story
mały sok grejpfrutowo-pomarańczowy salad story

5 kostek czekolady mlecznej

płatki owsiane 35 g
pół łyżeczki kakao
mleko 2 % tł.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz