piątek, 14 marca 2014

wiedziałam, że tak będzie. nie wiedziałam, że tak źle.

 mogę być wściekła na siebie. jestem do niczego. cały dzień spędziłam na objadaniu się i wymiotowaniu. rano wstałam, wcześnie dosyć, zrobiłam zadanie na pisanie. i dobrze się czułam. mogłam dalej się uczyć, ale nie, zaczęłam wpieprzać nie wiadomo po co. żeby sobie przyjemność sprawić. ale jaka to przyjemność jeśli ciągle źle się czuję, taka winna gruba, brzydka, bezwartościowa. czy naprawdę chwila kiedy się objadam daje mi tyle szczęścia? czy nie wiąże się z tym więcej bólu i nienawiści do samej siebie? czy ja po prostu jestem takim leniem śmierdzącym że już zawsze moje życie będzie się kręciło wokół objadania i wymiotów? ehh. boję się, że właśnie tak jest. że ja po prostu nie chcę się zmieniać. tak jest o wiele łatwiej. nie ma uczuć. jakoś daję radę z obowiązkami, ale tylko jakoś, bo resztę czasu spędzam na rzyganiu.
poza tym posprzątałam mieszkanie i obejrzałam bajkę Frozen. :) tyle, co dobrego zrobiłam.
za każdym razem mówiłam sobie, że już dosyć, że to ostatni raz, że już nigdy nigdy nigdy nie chcę się tak okropnie czuć, a później znowu. wzięłam coś do ust i wina była tak wielka, że musiałam to zwymiotować. a skoro założyłam, że i tak to zwymiotuję, to jadłam jeszcze więcej. głupia. przeczytałam, że podczas wymiotów zwraca się mniej niż połowę zjedzonych kalorii. będę grubasem. nie będę!! jeju... boję się, że wpadnę w kompulsywne objadanie się. na serio. bo żrę jak świnia jakaś.

oczywiście na siłownię nie poszłam, bo byłam bliska omdleniu. większość dnia się trzęsłam, a serce waliło jak oszalałe. słaba taka mroczki przed oczami, susza w ustach. i nieustanne myśli o jedzeniu i o tym jaka jestem gruba. jestem obrzydliwie tłusta. czuję na serio CZUJĘ swoje sadło i to mnie załamuje. w każdym razie poszłam wieczorem na warsztaty Lubię Siebie dla osób z zaburzeniami odżywiania. cały dzień miałam dylemat czy pójść czy nie, a głównym powodem dlaczego nie chciałam iść było "jak ja taka gruba OBRZYDLIWA się tak pokażę? od razu będą wiedzieć że ciągle żre. będą oceniać. wstydzę się tam iść." jednak jakoś to przezwyciężyłam i poszłam, bo powtarzałam sobie że to mi pomoże. że jeśli nie pójdę, znowu będę się objadać. że jestem już na skraju wytrzymania i chcę sobie zrobić krzywdę za to, że nie panuję nad jedzeniem. i cieszę się że poszłam. robiliśmy mapę wizyjną swojego życia. mam zamiar poświęcić jej więcej czasu i dokładnie zrobić. poza tym zaczęłam też terapię z książką "Program terapii. Bulimia."

wydaje mi się, że motywację i tak mam za małą żeby z tego wyjść. to JA muszę pracować nad sobą. ale nie robię tego. dzisiaj wymiotowałam cztery razy i zleciał mi praktycznie cały dzień. z drugiej strony poszłam na te warsztaty, robiłam tę mapę. robiłam inne ćwiczenia z książki. otworzyłam komputer i piszę teraz swoje myśli. coś jednak zrobiłam. ale to za mało. czy nie mogłam zwyczajnie pouczyć się, pójść na siłownię i dodatkowo zrobić rzeczy które zrobiłam? ehhh co jest ze mną nie tak? tak bardzo się boję tych emocji. nie chcę ich odczuwać. wolę chodzić taka "znieczulona". wiem, że muszę się trzymać i będzie lepiej, w końcu będzie dobrze. ale nie mogę się trzymać jeśli z tyłu głowy wciąż myślę o wymiotowaniu. o objadaniu. o odchudzaniu. chciałabym akceptować siebie taką jaka jestem. kochać siebie za to jaka jestem. za to, że po prostu jestem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz