Jest 18.00. Mogłam się spodziewać tego, że jak sobie powiedziałam, że cały dzień dzisiaj będę się uczyć na jutrzejsze koło to tak nie zrobię, sobie na złość. bo musiałam oczywiście jeść rzygać jeść rzygać jeść rzygać spać. taaa... po pierwszym razie nawet się dobrze czułam, ale przecież nie byłabym sobą gdybym nie wymiotowała drugi raz żeby aby na pewno nic tam nie zostało. chociaż i tak miałam wrażenie, że wszystko, jak ja to określam, się "wchłonęło". cała jestem przesiąknięta TŁUSZCZEM fuj fuj fuj! no ale dobra. skończyłam. zamierzałam się uczyć i nic nie jeść do końca dnia - za karę. ale, oczywiście po jakiejś godzinie byłam już głodna, zmęczona i marzyłam żeby się położyć spać. ale nie mogłam. więc zrobiłam sobie kawę, mega mocną (fuu) i stwierdziłam, że jednak coś zjem żebym się NAUCZYŁA. więc wzięłam ryż z bananem, który jadłam chyba z 15 minut i jak skończyłam to miałam takie wyrzuty sumienia. że już wymiotowałam dwa razy i pod żadnym pozorem nie powinnam ruszać jedzenia bo przytyję, że już przekroczyłam masakrycznie limit na dzisiaj po tym obżarstwie i tak się obwiniałam, że zaczęłam dalej jeść i poszłam wymiotować, na szczęście nie było już tego dużo. ale to mnie zabiło. tzn źle się czułam psychicznie, bo już jakby moje myślenie się wyłączyło i wróciło bulimii. wiem jak to idiotycznie może brzmieć i żałośnie. ale tak było. położyłam się i jedyne o czym myślałam to żeby wziąć te zasrane tabletki i zasnąć i niczym się nie martwić. ale nie chcę drugi raz wylądować w szpitalu albo się nie obudzić przypadkiem. napisałam do D. żeby do mnie przyjechała i mnie przepytała bo nawet nie wiem czy coś umiem czy nic. i czekam teraz na nią. GŁODNA I ŚPIĄCA. w każdym razie przepytałam się sama (z 700 prawie słówek) i się zdziwiłam jak dużo NIE UMIEM. bo byłam pewna że pamiętam więcej, dlatego pewnie pozwoliłam sobie na to objadanie dzisiaj. ale jestem zła na siebie, że nie próbowałam tego powstrzymać. już w szkole mnie TE myśli zaczęły męczyć. a pisaliśmy test dzisiaj. i czekaliśmy na wyniki. więc cała w stresie (jak zwykle) powiedziałam sobie że jak dostanę mniej niż 4 to na pewno będę wymiotować jak wrócę. i tak czyta te oceny, czyta, same 3, czasem jakieś 3.5, i ja NAPISAŁAM NAJLEPIEJ Z GRUPY na 4, ale zabrakło mi tylko 2 pkt do 4.5. i co? no nic, i tak i tak głupia poszłam i rzygałam. i tak cały dzień praktycznie zleciał. żałuję, tak. ale wiem coś jeszcze. nie przestanę tego robić póki nie schudnę. co za różnica czy się będę głodzić czy głodzić i wymiotować skoro i to i to jest niezdrowe. schudnę do tych 50 kg choćbym się miała zarzygać/zagłodzić na śmierć. i WTEDY DOPIERO będę mogła uczyć się akceptować siebie taką jaką jestem ze wszystkimi wadami itd. będzie lepiej. jeszcze troszkę.
ps. rano zjadłam owsiankę (300 kcal) poza tymi wymiotami nic. może jakieś jabłko będzie, albo warzywa. to zależy czy będę się uczyć w nocy, czy wstanę wcześnie rano. muszę to ogarnąć.
Masakra z tymi wymiotami.. współczuję Ci.. wiem jak okropnie się czuje po napadach, a co dopiero parę razy w ciągu dnia. Kurcze, przykro mi naprawdę..
OdpowiedzUsuńSzkoda mi Cie, też kiedyś jedyną myślą i czynnością po posiłku było zwymiotowanie wszystkiego. Nie potrafiłam tak żyć, i tak podziwiam Cię, że wytrzymujesz i cały czas masz siłę na dietę. Może pogadaj z kimś o bulimii? Może ktoś Ci pomoże, dalsze brnięcie w tym kierunku, na prawdę nie pomoże.. Mam nadzieję, że Ci się ułoży. Trzymaj się! :)
OdpowiedzUsuńhttp://dazacdoperfekcji.blog.onet.pl/